krzesło elektryczne
Historie

Krzesło elektryczne miało być humanitarne. Co mówią fakty?

Krzesło elektryczne nigdy nie było wynalazkiem stworzonym z troski o skazańców – to narzędzie, które powstało jako broń w wojnie biznesowej między dwoma wynalazcami, a jego „humanitarny” wizerunek runął już przy pierwszym użyciu. Argument za tą metodą brzmiał prosto: szybka śmierć zamiast powolnego duszenia na szubienicy. Rzeczywistość, udokumentowana w aktach kilkunastu egzekucji, pokazała coś zupełnie innego.

Skąd w ogóle wziął się pomysł na krzesło elektryczne

Pod koniec XIX wieku powieszenie coraz częściej uznawano za okrutne – sznur nie zawsze łamał kark od razu, zdarzały się przypadki powolnego duszenia na oczach świadków. Władze stanu Nowy Jork szukały czegoś, co dałoby się nazwać postępem. Nowojorski wynalazca Alfred Southwick, który nienawidził kary śmierci w jej dotychczasowej formie, zauważył, że pijany mężczyzna dotykający generatora prądu umiera w kilka sekund. Uznał, że to może być odpowiedź.

Tyle że projekt trafił w ręce ludzi, dla których humanitaryzm był tylko pretekstem.

Dlaczego Edison, przeciwnik kary śmierci, forsował krzesło elektryczne

Tu zaczyna się historia, którą warto znać, zanim uwierzy się w jakąkolwiek „humanitarną” narrację wokół tego urządzenia. Thomas Edison sam uważał karę śmierci za barbarzyństwo. Mimo to zaangażował się w budowę krzesła – nie z troski o skazańców, tylko dlatego, że toczył wtedy zaciekłą wojnę biznesową z George’em Westinghouse’em o to, czyj prąd zdominuje amerykańskie domy: stały Edisona czy zmienny Westinghouse’a.

Edison wpadł na pomysł, że jeśli uda mu się skojarzyć prąd zmienny ze śmiercią, ludzie przestraszą się go na tyle, żeby wybierać jego system. Zatrudnił do tego Harolda P. Browna, który publicznie zabijał prądem zmiennym psy, koty, a nawet konia ważącego ponad pół tony, żeby „udowodnić” jego śmiercionośność prasie i komisji rządowej. Krzesło, które ostatecznie trafiło do więzienia, było więc produktem ubocznym rywalizacji o rynek energetyczny, a nie efektem troski o mniej bolesną śmierć.

A jeśli chcesz zaskoczyć kogoś przy tym temacie, wspomnij, że Edison próbował nawet wprowadzić do języka słowo „westinghauzacja” jako określenie egzekucji prądem, licząc, że nazwisko rywala na trwałe skojarzy się ludziom ze śmiercią. Termin się nie przyjął, ale sama próba pokazuje, jak dalece to była gra marketingowa, nie akt miłosierdzia.

Przeczytaj  Mano Cornuta – gest nieoczywisty

Jak przebiegła pierwsza egzekucja i co to mówi o „humanitaryzmie” krzesła

6 sierpnia 1890 roku w więzieniu w Auburn na krześle elektrycznym stracono Williama Kemmlera, skazanego za zabójstwo. Miała to być demonstracja nowej, bezbolesnej metody. Pierwszy impuls prądu okazał się za słaby – Kemmler przeżył pierwszy cykl, świadkowie widzieli, że wciąż oddycha. Konieczny był drugi, dłuższy impuls. Naoczni świadkowie opisywali swąd spalonego ciała wypełniający salę.

Już przy pierwszym użyciu okazało się, że między obietnicą a wykonaniem jest przepaść. To nie był wypadek – to był wzorzec, który powtórzy się przez kolejne sto lat.

Co poszło nie tak podczas egzekucji Pedro Mediny i Allena Lee Davisa

Jeśli szukasz dowodu na to, że „humanitarne” krzesło elektryczne to mit, najmocniejszy argument znajdziesz na Florydzie w latach 90. W 1997 roku podczas egzekucji Pedro Mediny z jego maski wydobyły się płomienie – skazaniec dosłownie płonął na oczach świadków, zanim prąd go zabił. Zamiast wycofać krzesło, ówczesny gubernator Lawton Chiles podpisał akt utrzymujący je jako jedyną legalną metodę egzekucji w stanie.

Dwa lata później, w 1999 roku, na tym samym krześle stracono Allena Lee Davisa. Skazaniec nie zmarł po pierwszym cyklu prądu – dopiero trzeci go zabił. Świadkowie patrzyli, jak krew obficie leci mu z nosa. Sędzia Sądu Najwyższego Florydy, Leander Shaw, opublikował następnego dnia drastyczne zdjęcia z egzekucji, mówiąc wprost, że społeczeństwo stanu zamęczyło człowieka na śmierć. To właśnie te zdjęcia, a nie abstrakcyjna debata etyczna, przechyliły szalę i przyspieszyły odejście wielu stanów od krzesła na rzecz zastrzyku trucizną.

Warto zapamiętać nazwisko Williego Francisa – jego pierwsza egzekucja w Luizjanie w 1946 roku również się nie udała, a sprawa trafiła aż do Sądu Najwyższego USA, który i tak zezwolił na drugą próbę rok później. To pokazuje, że problem nie dotyczył jednego wadliwego urządzenia na Florydzie, lecz samej metody – powtarzał się w różnych stanach, na różnym sprzęcie, przez dekady.

Więc jaki argument został po stronie „za”

Praktycznie żaden, który przetrwałby konfrontację z faktami. Argument o szybkości i bezbolesności opierał się na założeniu, że silny prąd natychmiast zatrzymuje pracę serca i mózgu bez odczuwania bólu. Udokumentowane przypadki Kemmlera, Mediny i Davisa pokazują, że w praktyce zależało to od sprzętu, jego stanu technicznego i banalnych błędów proceduralnych — a konsekwencje takiego błędu ponosił człowiek przywiązany do krzesła, nie jego twórcy.

Krzesło elektryczne wciąż formalnie istnieje jako opcja w kilku stanach USA, choć dziś rzadko jest wybierane. Pytanie, które zostaje po przejrzeniu tych wszystkich akt, brzmi inaczej niż to, od którego zaczynają się typowe artykuły na ten temat: czy istnieje w ogóle metoda egzekucji, którą uczciwie można nazwać humanitarną, czy to określenie od początku było tylko elementem kampanii marketingowej jednego wynalazcy?

Avatar photo

Imię do czegoś zobowiązuje, prawda? Lubię historię, śledzę różne wydarzenia, dlatego ten portal jest o faktach z całego świata.